Człowiek kształtuje klimat. Ale może też go uratować.

Zapraszamy na wywiad z prof. Szymonem Malinowskim o zmianach klimatycznych, wyzwaniach dla miast i społeczeństwa oraz o tym, jak nie dać się złapać w pułapkę dezinformacji. Rozmowa przeprowadzona w ramach konferencji Stormwater Poland 2025.

 

To, co Pan powiedział – i co usłyszeliśmy dziś od innych prelegentów – nie brzmi optymistycznie. Czy jako ludzkość mamy jeszcze jakiekolwiek szanse na przetrwanie?

Oczywiście, że mamy. Zmiana klimatu to nie jest siła zewnętrzna, która przyszła znikąd. To efekt naszych własnych działań. Jesteśmy jej sprawcami – i dlatego możemy być także tymi, którzy ją powstrzymają. To kwestia naszego zbiorowego wyboru: czy chcemy dalej przyspieszać zmiany klimatyczne, czy jednak zdecydujemy się je zatrzymać. Nie oszukujmy się – nie cofniemy się do stanu sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, ale wciąż mamy szansę, by powstrzymać najbardziej niepokojące i groźne zjawiska, które już dziś zbliżają się do nas coraz szybciej.

 

A jednak głosy polityków, w tym prezydenta Trumpa, który wprost zaprzeczał istnieniu problemu klimatycznego, wydają się podważać tę nadzieję.

Takie wypowiedzi szkodzą. I to bardzo. To psuje nam robotę – nie waham się powiedzieć, że to jest zwyczajne kłamstwo. Jeśli spojrzymy na badania Światowego Forum Ekonomicznego, przeprowadzone wśród decydentów, polityków, liderów gospodarczych – czyli ludzi, od których realnie zależy przyszłość – zobaczymy wyraźnie: największym zagrożeniem w perspektywie dwóch lat jest dezinformacja. Tuż za nią są ekstremalne zjawiska pogodowe, będące skutkiem zmian klimatycznych. W perspektywie dekady cztery z pięciu głównych zagrożeń są związane ze zmianą klimatu i utratą bioróżnorodności.

 

Jak pokazują praktyka i kulisy polityczne, między wiedzą a działaniem jest ogromna przepaść.

Zdecydowanie, politycy przyznają rację naukowcom – w kuluarach. Ale gdy przychodzi czas na decyzje, na konkretne działania – zaczynają się schody. Ludzie nie lubią się przyznawać do błędów. Nie lubią też zmian. A to właśnie zmiana – głęboka, systemowa – jest dziś absolutnie konieczna. Problemem nie są tylko interesy polityczne czy gospodarcze, ale też kwestie psychologiczne i społeczne. To bardzo utrudnia reakcję na tę rozpędzoną lawinę, którą sami uruchomiliśmy.

 

A zatem edukacja. Ale kiedy zacząć? W przedszkolach?

Tak, im wcześniej, tym lepiej. Jednak kluczowe jest edukowanie decydentów. To nie kwestia złej woli – wielu z nich po prostu nie rozumie problemu. Widzą, że dzieje się coś złego, ale nie potrafią połączyć faktów. Nie znają mechanizmów. Trzeba im nie tylko tłumaczyć podstawy, ale pokazać, jak wielką mają sprawczość. Bo mają ją – i to ogromną.

 

Mówi Pan o zmianie kulturowej?

Owszem, przez wieki rozwój cywilizacji polegał na walce z naturą. Chodziło o to, żeby ją podporządkować, zagarnąć kolejne terytoria, ujarzmić. Dziś – po raz pierwszy w historii – to człowiek kształtuje klimat planety. A mimo to nadal działamy według tych samych starych nawyków. To już nie tylko problem ekologiczny. To problem kulturowy. Musimy nauczyć się współpracować z naturą, zamiast z nią walczyć. Żeby to zrobić, trzeba ją najpierw zrozumieć i zmienić swoje zachowania. To może być trudne, ale często wyjdzie nam to na zdrowie – dosłownie. Niektóre zmiany poprawią nasz dobrostan, styl życia, relacje społeczne. To nie są poświęcenia – to zyski.

 

A co z miastami? Ich mieszkańcy są szczególnie narażeni.

Zdecydowanie tak, miasta stają się wyspami ciepła, a latem funkcjonowanie w nich staje się prawdziwym koszmarem. A mimo to nie stosujemy prostych rozwiązań, które są znane od dawna, jak zewnętrzne żaluzje czy białe dachy odbijające promienie słoneczne, nie wspominając o zieleni…. Wciąż budujemy, ignorując kontekst klimatyczny. A przecież to wszystko jest do zrobienia. Tylko wymaga zmiany podejścia – od deweloperów, od architektów, od władz miejskich. I, oczywiście, od nas samych.

 

A może to system społeczno-gospodarczy nas blokuje?

Bardzo możliwe, dziś gonimy za wzrostem. Ten wyścig szczurów jest dla wielu ludzi nienaturalny. Czujemy się w nim coraz gorzej. A przecież możemy się rozwijać – tylko musimy przewartościować pojęcie rozwoju. Rozwój to nie może być nieustanne „więcej i szybciej”. To musi być mądrze, zdrowo i z myślą o przyszłości. Nie możemy rosnąć kosztem niszczenia natury i naszego własnego zdrowia, fizycznego i psychicznego.

 

Co w takim razie może zrobić społeczeństwo? Co może zrobić każdy z nas?

Przede wszystkim: nie tracić głowy, nie dać się dezinformacji. Uczyć się, czytać, słuchać ekspertów. Wiedza jest dostępna – także w mediach społecznościowych. Trzeba tylko wybrać właściwe źródła i nie łapać się na slogany. Przed nami wyzwanie na skalę planetarną – coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. Tu nie wystarczy „chłopski rozum”. Trzeba nam lepszego myślenia, zmiany priorytetów.

 

Mimo to, nadal inwestujemy w działania, które przyspieszają katastrofę.

Tak, wycinamy drzewa, rugujemy wodę z krajobrazu. Wydajemy ogromne pieniądze na „regulację” rzek – tylko po to, żeby następna powódź czy susza były jeszcze bardziej niszczycielskie. To nielogiczne, szkodliwe i – niestety – wciąż aktualne. Ale dobrze, że o tym rozmawiamy. Głos nauki musi wybrzmieć. Bo to głos oparty na faktach i na odpowiedzialności.

Zapraszamy do śledzenia strony Stormwater Poland i udziału w konferencji.

Powrót